JanKa. Wydawnictwo i...
kontakt wydawnictwo redaktornia poradnia dtp przyślij tekst
 
 
 
sprzedaż
nowości





zapowiedzi
Monika Mostowik Patrzę

Zapowiedzi


Monika Mostowik

PATRZĘ

opowiadania


„Urodziny”
(fragment)

Musiałam tam pojechać. Tam, gdzie dorastała. Nigdy wcześniej nie widziałam takich domów. Co roku przelewałam pieniądze na pomoc domom dziecka, bo przecież nie będę wspierać alkoholików, pijaków, ale do tego ograniczało się moje zaangażowanie. Zaparkowałam na zakazie, bo zobaczyłam panią psycholog i tego wychowawcę. Nie mogłam się nie zatrzymać. Dogoniłam ich.
- Dzień dobry!
Stanęli jak wryci, prawie zapomniałam, po co do nich podeszłam.
- Chciałam porozmawiać o Emilii.
- Ale my się spieszymy - usiłował mnie zbyć wychowawca.
- To kiedy możemy się spotkać?
- Proszę do mnie zadzwonić, umówimy się.
I ot tak znikli za rogiem. Wtedy zobaczyłam dziewczynę wyglądającą zza ogrodzenia.
- Dzień dobry. To u pani sprząta Emilka, tak?
Przytaknęłam.
- Mieszkałyśmy w jednym pokoju. To ja jej zafarbowałam włosy. A co u niej w ogóle?
- Wszystko dobrze.
- Może jej pani to dać? - Podała mi zdjęcie: one dwie na scenie, Emilia śpiewa przy mikrofonie, ona z gitarą. Na odwrocie zdjęcia napis „Zawsze razem”. - To nasze zdjęcie z konkursu piosenek. Dostałyśmy wtedy nagrodę. Dopiero teraz wywołałam.
- To Emilka śpiewa?
- I to jak! Ma super głos!
Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć, zatkało mnie. Wydawało mi się, że tym razem ja nie odezwę się słowem, już nigdy. Straż miejska założyła mi blokadę na koło. Musiałam wracać na nogach. Było mi to potrzebne, żeby opanować złość, żeby ją zgubić gdzieś po drodze. Oczywiście przywitała mnie sąsiadka.
- Samochód się zepsuł pani dyrektor?
- Trochę ruchu mi nie zaszkodzi.
Weszłam do domu i od razu miałam zamiar coś wykrzyczeć, ale się powstrzymałam. Przez uchylone drzwi łazienki zobaczyłam Emilię. Przygotowywała pranie. Wyciągała brudne ubrania z kosza i wkładała je do pralki. Długo, zbyt długo przyglądała się moim majtkom, mięła je w dłoniach. Po chwili zdjęła swoje, a założyła moje. Stała tak bez ruchu, uśmiechając się do siebie. Patrzyłam na nią z zapartym tchem, trzymając w ręce buty. Nie jestem pewna, co czułam oprócz strachu, że mnie nagle zauważy - niepokój czy podniecenie?

Czasem spędzała całe popołudnie i wieczór u siebie, nie przychodziła nawet na swój ulubiony serial, musiałam jej zanieść telewizor. Czasem słyszałam, jak płacze, i sama płakałam wtedy ze wzruszenia, że wreszcie ją słyszę.
Lubiła mnie czesać. Szczotkowała mi włosy cierpliwie, pomału, kojąco. Poddawałam się temu. Poprosiłam ją do tańca, a raczej porwałam, wykręcała się, ale to była moja ulubiona piosenka, nie mogłam dać za wygraną. Myślałam, że jeśli ubiorę ją w marynarkę i kapelusz, schowam włosy, tak że będzie wyglądała bardziej męsko, będzie nam łatwiej.
Zupełnie nie wiem, dlaczego przyszło mi to do głowy. Strąciła kapelusz, wyswobodziła włosy i wtedy ze mną zatańczyła. I pierwszy raz pocałowała. Była taka piękna i śmiała.
Jeszcze długo potem nuciłyśmy tę piosenkę.

W pracy uczyłam się języka migowego. Musi być jakiś sposób, myślałam, żeby do niej dotrzeć, żeby porozmawiać.
Cudownie radziła sobie w moim domu. Kwitł i rodził owoce, a my razem z nim.
- Może otworzymy restaurację? Serio. Zróbmy coś ciekawego.
Usiłowałam to powiedzieć w języku migowym, w jej języku.
- Zaczęłam się uczyć. Niedługo będziesz mogła do mnie tak mówić. - Do Emilii jednak jakby to nie docierało. - Nie cieszysz się?

Tego wieczora wszystko mogło się rozegrać, gdybym była bardziej czujna, bardziej uważna. Nie mogłam znaleźć zapałek, choć przecież dopiero co kupiłam całą paczkę. Emilia nocami budowała domki z zapałek. Każdy ma jakiś sposób na bezsenność. Ja połykam tabletki. W jednym z tych domków chciałam wtedy zamieszkać, gdyby nie miał schodów.
Wyrwała mi je czym prędzej.
- W takim razie jutro kupię więcej zapałek. Żeby było czym zapalić świeczkę. Mogłaś powiedzieć...
Właśnie. Przecież mogła powiedzieć. Coraz trudniej było mi się pogodzić z tą jej niemotą. Uparła się i tyle.
- Nigdy nie miałam przyjaciółki. No, jedną, ale wyjechała do Stanów, więc w ogóle nic nie zdążyłyśmy. Zresztą mój ojciec ciągle powtarzał, że kobiety potrafią tylko zazdrościć. A ty mi czegoś zazdrościsz? - Próbowałam wyczytać odpowiedź z jej twarzy, ale byłam już tym zmęczona. Wszystkie te odpowiedzi, które tak sobie z czegoś wyczytałam, mogły być kłamstwem. A co, jeśli wszystko to sobie wymyśliłam? - Bo ja ci czasem zazdroszczę.

Obudziłam się w nocy, a ona stała przy mnie nieruchomo.
- Co się dzieje? - Drżała. Nasłuchiwałam, ale nie było ani burzy, ani wichury. - No chodź tu do mnie.
Wsunęła się delikatnie pod kołdrę.
- Śpisz? - zapytałam po chwili. Wiedziałam, że nie śpi. - Chcesz mnie pocałować?

Na podstawie „Urodzin” powstał film Wiesława Zielińskiego pod tym samym tytułem.

Powrót Główna

książki
autorzy
wywiady
recenzje
linki
galeria