JanKa. Wydawnictwo i...
kontakt wydawnictwo redaktornia poradnia dtp przyślij tekst
 
 
 
sprzedaż
nowości






- wkrótce -

Andrzej Turczyński
„Kuglarnia”

Joanna Bartoń
„Serce matki”

Monika Abdelaziz
i Ewa Zarychta
„Przystanek Egipt”

Facet jak papierosy

Janina Koźbiel


No i jest „Jesień...” tej wiosny, a jej bohaterka okazuje się kuzynką Katariny z poprzedniej powieści, bardziej niż tamta pechową i nieudaną, jak sama o sobie mówi i myśli. I jest wokół niej wianuszek ciekawych osób.
Już w debiutanckiej „Wiośnie po wiedeńsku” Katarzyna Targosz dowiodła, że ma wyjątkowy talent do tworzenia barwnych, wielowymiarowych postaci. W „Jesieni w Brukseli” robi następny krok - udaje się jej wyjść poza krąg kumpelski postaci od siebie zależnych, wzajemnie się oświetlających, w pewien sposób podobnych. Charaktery i osobowości wyłaniają się z dziania się, z akcji, krzepną w sytuacjach typowych, ale i niecodziennych, jaskrawych; w kawiarni, na parkiecie, przy grillu, ale i w zagrożeniu, w konflikcie, w nagłym kryzysie. O ile w „Wiośnie...” dominowały świeżość i niefrasobliwość, a intryga kryminalna była raczej elementem dynamizującym akcję niż budującym klimat prawdziwego zagrożenia, o tyle w „Jesieni...” zdecydowanie więcej jest spraw serio, gama emocji dużo bogatsza, a tym samym - tu może zmartwię niektóre fanki autorki - na centymetr kwadratowy druku przypada proporcjonalnie mniej śmiechu.
I konflikty, i bohaterów Targosz rysuje zdecydowaną kreską, z niby banalnych dialogów wyłaniają się mocne indywidualności, a to, co sygnalizowane jest na początku jako żart - np. przebieranki, które mają udawać przemianę słodkiej lali w intelektualistkę - zyskuje niespodziewanie niemal dramatyczny wymiar. Autorka nie należy do pisarek wykładających swoją wizję świata, nie analizuje motywów, nie dzieli włosa na czworo (patrz wywiad), przedstawia klarownie zdarzenia, niczym w pełnej napięcia, ale pozbawionej głębi psychologicznej, animacji lub grze. Czytelnik od pierwszych scen wciągany jest w świat książki, uczestniczyć musi w jego awanturach, poddawać się nastrojom, chwytać żarty. A jeśli nie podda się rytmowi i nastrojom, nie zrozumie też przemiany, która przydarzy się bohaterom.
Bo głównym wątkiem tej powieści jest istotnie przemiana, a nawet dwie. Główną przyczyną tej ważniejszej jest coś, co przydarza się na ogół tylko w baśniach - odnalezienie tego jedynego; okazuje się on jednak nie tyle pożądanym księciem, ile wcieleniem stałości i pewności - zaiste kosmicznej; a wyłania się nie z niebytu, ale - jak przystało na świat i ideały dzisiejszych trzydziestolatków i młodszych - z internetu. Pytanie, czy akurat kierunek przemiany wyda się czytelnikom(-czkom) poprawny politycznie, prawdopodobny, możliwy do zaakceptowania.
Jak znam życie i nowomodne trendy - pewnie nie wszystkim przypadnie on do gustu. Wielu kobietom współczesnym łatwiej przecież przyjąć opinię Konstancji, która o jednym z mężczyzn mówi, że jest jak papierosy („wciągają i trudno porzucić nałóg, choć wiadomo, że szkodzą”), niż uznać, że Facet/Narzeczony/Mąż stać się może nagle naprawdę ważny i doprowadzić do zmiany filozofii życia. Ale tym ciekawsze zapewne okaże się obserwowanie, jak sobie ta powieść radzi na rynku, jakie wywołuje emocje, jak, za co i przez kogo jest kochana; czy przekrada się do salonu, czy jest może zapędzana do... kruchty. Jednym słowem, zapowiada się fascynująca przygoda. Autorki i wydawcy.
W jej centrum - jak na serię JaneczKa przystało - tkwi kobiecość; ambicje, droga do samospełnienia, do - z wszech miar pożądanej społecznie - emancypacji. Główna bohaterka Konstancja ma atuty, które pozwalają jej nie tylko uwolnić się od zrzędliwej matki i zdystansować wobec brata z półświatka, ale też - o czym marzymy chyba wszystkie - stać się prawdziwą partnerką mężczyzn, umiejącą przejmować inicjatywę i odpowiadać za siebie. Jest świetną graficzką, dla której tajemnic nie ma informatyka, internet i świat popularnych i przynoszących dochody gier, a to pozwala jej na niezależność finansową. Z intelektualną jest nieco gorzej, ale poniekąd dzięki temu małemu defektowi bohaterka ulega zupełnie nietechnologicznej fascynacji i rozpoczyna życie serio, o którym zresztą marzy. Staje przed autentycznym, a nie tylko pozorowanym wyborem, który można zwykle zobrazować krótko: zjeść śledzia czy pstrąga, kupić szpilki czerwone czy granatowe.
Jak widać, owszem, uciech i zapasów męsko-damskich nie zabraknie w „Jesieni...”, w części pierwszej potraktowane są one z autoironią, w drugiej całkiem serio, a wyrazistych typów męskich jest tu chyba więcej niż kobiecych. Na plan pierwszy jednak wysuwa się relacja siostra - brat, z dużą świeżością przedstawiona. Co ciekawe, obydwoje zagubieni młodzi ludzie odnajdują się dzięki nieco szorstkiej, ale wytrzymującej próbę, braterskiej miłości. Postać Przemka zresztą to prawdziwy majstersztyk; jego barwny język jest zapewne podsłuchany, ale biegłość, z jaką Katarzyna Targosz go wykorzystuje, najlepiej dowodzi, że interesująca literatura popularna to - jak każda inna - uważna praca ze słowem, a nie tylko bezrefleksyjne plątanie historyjek. Ale historyjka - zajmująca - także jest, i to umieszczona w modnym entourage'u. Na pewnym snobistycznym osiedlu Krakowa. Któż by się ośmielił powiedzieć, że mniej atrakcyjnego od Wiednia?

Janina Koźbiel


Powrót Recenzje Główna

książki
autorzy
wywiady
recenzje
linki
galeria